Legendy Skamieniałego Miasta

Czarownica

Czarownica według jednej z legend to kobieta, która została zamieniona w skałę za złorzeczenie księdzu spieszącemu z Najświętszym Sakramentem do chorego.
Inna legenda mówi, że w tym miejscu spotykały się na sabat czarownice i wiedźmy z całej okolicy. Druga legenda wydaje się być nadal aktualna zważywszy, że u podnóża skałki od kilku lat znajduje się tajemniczy krąg ogniskowy – stworzony prawdopodobnie właśnie przez spotykające się tu wiedźmy.
Do skałki najbezpieczniej jest się dostać z parkingu przez kładkę wiszącą nad drogą, stworzoną właśnie z myślą o ułatwieniu turystom możliwości bezpiecznego zwiedzania „Skamieniałego Miasta”.

Ratusz

Skałka ta znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Czarownicy. Najbezpieczniej jest dostać się do niej przechodząc wiszącą nad drogą kładką. Ma on kształt ambony, a jego najwyższa ściana osiąga wysokość 12 m. Ze szczytu można podziwiać widoki roztaczające się na dolinę rzeki Białej i sąsiednie wzgórza.
Według legendy ratusz był kiedyś siedzibą władających w mieście radnych miejskich. Jednak oni zamiast porządnie władać miastem, podejmować mądre decyzje i dbać o interesy mieszkańców nie stronili od zabaw i uciech. W magistracie często urządzali huczne, mocno zakrapiane zabawy i przyjęcia. Dlatego też kiedy miasto skamieniało i ich ratusz został zamieniony w skałę, oni sami uwięzieni w jego wnętrzu pomarli z pragnienia. Podobno ich cierpienia mają się skończyć, gdy Biała zaleje ratusz i tym samym wyzwoli zamkniętych w jego wnętrzu radców.

Grunwald

Skałka ma kształt baszty i jest najrozleglejszą skałką w rezerwacie, jej maksymalna wysokość wynosi 17 metrów. Znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie drogi Tarnów-Grybów tuż obok znajdującego się przed wejściem do rezerwatu parkingu.
Swoją nazwę zawdzięcza pamiątkowej tablicy, która została umieszczona we frontowej ścianie skalnej w 1910 roku w związku z 500 rocznicą Bitwy pod Grunwaldem. Fundatorem tej tablicy był Ignacy Jan Paderewski wybitny polski kompozytor, który w pobliskiej miejscowości Kąśna Dolna posiadał swój dworek. Przed wmurowaniem tablicy skałka ta posiadała jednak inną nazwę nadaną przez miejscową ludność – Piekło. Zawdzięczała ją szczelinie znajdującej się skale, która według legendy kryje w sobie wspaniałe skarby. Tajemnicza szczelina, bo tak jest nazywana, raz w roku otwiera się tak, że można zobaczyć owe legendarne bogactwa. Jednak, jeżeli ktoś do niej wejdzie natychmiast się zamyka, a śmiałek ginie. Nikomu nie udało się do tej pory wydostać skarbu, a chętnych podobno było wielu.

Warownie

Według legendy warownie dolna i górna były kiedyś basztami strzegącymi wjazdu do miasta. Urzędowali w nich strażnicy, których zadaniem było dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców i ostrzeganie o wszelkich zbliżających się zagrożeniach. Niestety kiedy na miasto spadła straszna kara i zostało zamienione w kamienie i te dwie strażnicze wieże skamieniały. Jednak do dziś dnia w kamiennych warowniach dobrze zachowały się dawne okrągłe okienka.

Warownie to dwie baszty skalne, które są pozostałością po działającym w tym miejscu w XIX wieku kamieniołomie, z którego pozyskiwano piaskowiec do budowy okolicznych domów, a także do budowy linii kolejowej. Na Warowni Górnej wprawne oko szybko odnajdzie i zapewne odszyfruje wykute w skale napisy. Są to podpisy XIX-wiecznych kamieniarzy. Powyżej Warowni znajduje się jeszcze jedna wychodnia skalna będąca pozostałością po dawnym kamieniołomie. Jest ona o tyle ciekawa, że kryje w sobie jaskinie, w której chętnie gniazdują żyjące na terenie rezerwatu nietoperze.

Borsuk

Dawno temu w okolicach Ciężkowic żył pewien rycerz. Wsławił się on bynajmniej nie odwagą czy męstwem, a jedynie przeogromnym skąpstwem. Jedynym jego zajęciem było gromadzenie skarbów i kosztowności, które składał w skalnej szczelinie. Rycerz ogromnie bał się, że ktoś może ukraść mu jego bogactwa i dlatego gdy nie było to konieczne nie oddalał się od nich ani na krok, pilnując ich jak borsuk swojej nory. Niestety pewnego razu zmęczony już ciągłym pilnowaniem ułożył się przed wejściem do swojej komnaty ze skarbami i zasnął. To całkowicie go zgubiło, bowiem we śnie spotkała go wreszcie kara za jego chciwość. Został zamieniony w borsuka i tak po dzień dzisiejszy śpi pilnując swoich schowanych w skale kosztowności.

Skałka Borsuk w swoim kształcie przypomina borsuka. Jest ona również częścią większego kompleksu skałek zwanych Grupą Borsuka. Skałka ta stanowi platformę skalną ograniczoną progami i rozczłonkowaną szczelinami. Bardzo malownicza lokalizacja tych rozsianych na wzniesieniu skałek, które wraz z plątaniną korzeni porastających je sosen stanową wielkie urozmaicenie terenu, sprawia, że jest to jeden z bardziej lubianych przez turystów fragmentów rezerwatu.

Piramidy

Z tymi wychodniami w kształcie piramid związana jest ciekawa historia. W czasach bardzo dawnych, kiedy o turystycznym zwiedzaniu skał jeszcze nikt nie myślał, wybrał się z polecenia faraona egipski kronikarz na wędrówkę po krajach słowiańskich. Nie tylko spisywał historie które usłyszał, wykonywał również liczne ryciny i rysunki. Zawitał do Skamieniałego Miasta, gdzie kształty skał bardzo mu się spodobały. Kiedy wrócił do Egiptu okazało się, że właśnie zmarł faraon. Ogłoszono wówczas konkurs na projekt grobowca. W konkursie stanął i ów kronikarz. Spośród wielu propozycji wybrano jego rysunki Piramid Skamieniałego Miasta i tak już pozostało. Czy to przypadek, że w pobliżu mieszka Aligator, polana obok nazywana jest Pustynią, a jedna ze skał Sfinksem?

Pustelnia

Jest to skałka samotnie stojąca, nieco powyżej Piramid i Lisiego Wąwozu. Legenda głosi, że dawno temu poza murami miasta w małym domku mieszkał pobożny i dobry pustelnik. Wiódł on skromne życie z dala od zgiełku. Pewnego dnia do chatki Pustelnika przyszedł starzec. Zmęczony wędrówką usiadł na ławeczce przed chatą i poprosił o szklankę wody. Dobry pustelnik spełnił jego prośbę i tym samym pokazał dobroć swojego serca. Starzec rzekł mu wtedy tak: „Jeśli Ci życie miłe przyjacielu, spakuj swoje rzeczy i uciekaj stąd jak najszybciej, jutro bowiem na wszystko będzie już za późno” po czym poprosił o jeszcze trochę wody. Gdy pustelnik wrócił przed dom z pełnym kubkiem, starca już nie było.

Jeszcze tego samego wieczora pustelnik opuścił swój dom i wyruszył w świat, a następnego ranka zgodnie z przepowiednią starca „na wszystko było już za późno”, bo całe miasto w tym także stojąca poza murami miejskimi pustelnia zostały zamienione w skały.

Skałka z krzyżem

Ma ona kształt baszty, której ściany sięgają 9 metrów wysokości. Jest to jedyna skałka na terenie całego rezerwatu na którą można się wspiąć. W środku znajduje się otwór, pozwalającymi wyjść na szczyt skałki. Z góry przy dobrej pogodzie podziwiać można rozległą panoramę na okoliczne wzgórza, dolinę rzeki Białej i położone u naszych stóp Ciężkowice. Skałka równie ładnie prezentuje się wieczorową porą ze względu na jej podświetlenie. Dobrze widoczna jest wówczas z drogi, a nawet z ciężkowickiego rynku.

Z powstaniem nazwy tej skałki wiążą się dwie legendy:
Jedna z nich mówi, że jest to dawny kościół, który w skałę został zamieniony z winy proboszcza. Ksiądz lubił bowiem grać w kości i bardzo często zasiadał do partyjek z diabłem. Pewnego dnia całkowicie już przegrawszy cały swój dobytek chcąc się odegrać zastawił kościół. Niestety i tym razem los nie był mu przychylny i przegrał. Ale diabeł odczekał trochę zanim odebrał swoja nagrodę. W niedzielne przedpołudnie gdy ksiądz wraz z wiernymi modlił się w kościele diabeł postanowił odebrać to co do niego należało i zamienił cały kościół wraz z przebywającymi wewnątrz parafianami i księdzem w skałę. O tym, że był to kiedyś prawdziwy kościół przypomina dziś jedynie krzyż umieszczony na szczycie skałki.
Inna legenda opowiada zaś, że w miejscu tym siadywał czasami pijany czart. Dla rozrywki rzucał w kierunku drogi wiodącej do miasteczka kamieniami. Płoszył przy tym konie ciągnące wozy kupców zmierzających do miasta, a nieraz i miejscowa ludność obrywała kawałkami rzucanych z góry skał. Mieszkańcy bardzo się bali tamtędy przejeżdżać bo nie wiedzieli dlaczego nagle fragmenty skały spadają na nich z góry. We wsi znalazł się jednak jeden odważny chłop, który stwierdził, że to na pewno sprawka diabła. Wykuł więc z żelaza krzyż i zamocował go na szczycie wzgórza na skałce. Okazało się to wybawieniem dla mieszkańców i kupców zmierzających do miasta. Gdy tylko diabeł zobaczył krzyż w miejscu, z którego rzucał kamieniami wyniósł się czym prędzej, a mieszkańcy mogli znowu bezpiecznie podróżować drogą.

Legenda o Skamieniałym Mieście Seweryna Udzieli.
Ciężkowice
Płynie rzeka Biała z daleka, gdzieś od granicy węgierskiej, ze wsi Bieliczny, kędy orły przeglądają się w jej zwierciadle kryształowem, a dziki i wilki gaszą pragnienie w wodzie krynicznej. Płynie Biała wśród gór wysokich, przeskakując z kamienia na kamień, omija sioła ruskie, aż pod Chełmem wysokim napotyka pierwszą wieś polską, polskie śpiewy i lud polski i nie rozstaje się z niemi aż do ujścia swego pod Tarnowem. Płynie wartko popod Grybów, Bobowę i Ciężkowice, pomrukując, niby to echa wieków minionych unosząc na fali.
A ileż to wieków minęło, jak Biała woda płynie i płynie? Ile wypadków zdarzyło się nad jej brzegami, ile przemknęło zdarzeń i utonęło w fali zapomnienia? Nawet wieść gminna, ta arka przymierza między dawnemi a nowemi laty, zdołała przechować tylko skruchy tragedij dziejowych, bo wszystko zatarł czas siwobrody…

A całkiem inaczej było tu dawniej!
W Przylasku, po prawym brzegu rzeki, w gaju brzozowym piętrzą się teraz skały rozrzucone to pojedynczo, to grupami, niby domy wielkie i małe. Kamień nazwany Cichowiec, z krzyżem na szczycie, znosi się między niemi, jakby kościół ogromny, to nowa druga skała, niby zamek wysoki.
Cicho tu dzisiaj, jak w grobowisku wielkiem, tylko wiatr szeleści gałęziami brzozowemi; ale dawniej przed lat tysiącem był tu ruch wielki, wrzało życie i płynęło korytem szerokiem. Stało tu miasto duże i bogate.

Pan zamku i miasta, bogaty dziedzic włości okolicznych, rycerz dzielny i znamienity, panował tu niepodzielnie i rządził niezawsze mądrze, często brutalnie i gwałtownie. Nie cierpiał innej woli, innego zdania obok siebie; wszystko musiało mu ulegać w pokorze, bo inaczej kazał porywać ludzi i więzić w lochach podziemnych, grabić ich mienie, lub wieszać przed bramami kamiennemi zamku.
W gronie towarzyszy, jak sam, dzikich i gwałtownych w czasie pokoju polował dni całe, a noce przepędzał na hulance, pijatyce i rozpuście.
Biedni poddani, uciskani srogo, jęczeli w ciężkiej niedoli, płakali łzami krwawemi, dopraszając się zmiłowania. Ale Bóg jeden łzy ich widział i liczył, lecz w nieprzebranem miłosierdziu Swojem wyglądał upamiętania się dziedzica.
Często pan zamku wyprowadzał rycerstwo swoje na grody i dwory sąsiadów i staczał boje krwawe, łupił, rabował, palił wokoło i dopuszczał się okrucieństw wszelakich, a z powrotem w swoim zamku silnym śmiał się dziko z łez i niedoli nieszczęśliwych.
Miał żonę piękną, jak rzadko, ale lekceważona przez męża, zaniedbana później, prześladowana w końcu, przeniosła się tam, gdzie złość ludzka zamknięty ma przystęp na zawsze. Została po niej tylko córka jedna, jedynaczka, cud-dziewica, jakiej napróżno szukałbyś w okolicy całej, w kraju dalekim.

Po śmierci żony rycerz szukał małżonki nowej wokoło, ale nie mógł jej znaleźć nigdzie, bo go znali wszędzie i drżeli przed nim wszędzie. Kipiał gniewem i dyszał zemstą, gdy swatowie wracali raz za razem z niczem, – pił i hulał jeszcze namiętniej, a poddanych uciskał jeszcze okrutniej.
Wreszcie gdy już zabiegi wszystkie okazały się marne, aby panią nową wprowadzić na zamek, oświadczył rycerz córce swojej, że się z nią ożeni i kazał sposobić wszystko, co potrzeba na wesele świetne i wspaniałe. Przerażona dziewczyna, znając dobrze ojca dzikiego, wołała o ratunek do Boga, bo z innej strony pomoc przybyć nie mogła.
Więc wyczerpała się już cierpliwość Pańska, miarka nieprawości rycerza przepełniła się i nadszedł dzień sądu. Gdy goście zasiedli do uczty weselnej, gdy rycerz obok córki swojej zajął miejsce za stołem, jako państwo młodzi, zerwała się na świecie burza straszna, chmury czarne zawisły nad zamkiem, noc ciemną rozświecały błyskawice światłem olśniewającem, a grom za gromem spadał na zamek i na miasto całe.
Na drugi dzień zorza poranna zaróżowiła niebios sklepienie, pierzchły ciemności nocne, ale zamku nie było już, ni miasta, rycerza, ni jego towarzyszów, ludzi ni zwierząt. Wszystko przepadło, tylko skały zimne, skały ciężkie, ciche skały zaległy okolicę martwą. Skamieniało miasto wielkie i stoi kamienne pod Ciężkowicami po dzień dzisiejszy na przestrogę ludziom i ku ich zbudowaniu.

Gdybyś tam pod temi skałami kopał i chciał czynić poszukiwania, znalazłbyś ślady liczne dawnego gospodarstwa mieszkańców grodu zatraconego, natrafić mógłbyś nawet na kobietę dojącą krowę, dalej napotkałbyś wojsko śpiące, nie małe, które przebudzi się wtedy dopiero, gdy walka sroga wrzeć będzie na świecie całym.
***
Tuż nieopodal miasta kamiennego pobudowała się na wzgórzu osada nowa, Ciężkowice. Kiedy?
Nikt o tem nie wie, jak nikt nie wie, kiedy skamieniało miasto poprzednie. To tylko pewnem, że w pierwszej połowie XIII wieku było własnością Wydźgi, kasztelana sądeckiego, który je odsprzedał 1243 roku. Władysław Łokietek obdarzył osadę tę prawem magdeburskiem, a w r. 1336 Kazimierz Wielki wymurował kościół gotycki w miejsce dawniejszego kościoła drewnianego. Obok kościoła stał dwór starościński, bo Ciężkowice razem z wioskami Boguniowice, Tursko, Bugaj, Kipszna i Ostrusza tworzyły za dawnych czasów starostwo niegrodowe.
W XV i XVI wieku słynęły Ciężkowice tkactwem, a szczególniej wyrobem sukna dobrego, którem prowadziły handel z Węgrami. W końcu XVII wieku papież Inocenty XI obdarował kościół tutejszy cudownym obrazem Pana Jezusa. W roku 1830 spaliła się połowa miasta, a w roku 1893 runęła wieża kościelna i część kościoła powaliła się w gruzy.
Taka jest historja tego miasteczka starożytnego.

Źródło:
Seweryn Udziela, „Ciężkowice”, [w:] „Z podań i dziejów ziemi bieckiej. Z 4 ilustracjami”, nr 8, wydawnictwo krakowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, Kraków 1926, nakładem księgarni geograficznej „Orbis”, biblioteczka „Orlego lotu”.

Poniżej prezentujemy treść legendy opisanej wierszem „Skały Ciężkowickie” w 1861 roku przez Feliksa Piaseckiego.

Ucichła wrzawa i prace ustały,
Na szczytach góry stanął zamek świeży –
Wspaniałe kształty przegląda w szkle Białej,
A grzbiet ogromny dumnie w niebo jeży.
U stóp mu kręte wiją się ulice
I świątyń Pańskich połyskują szczyty,
Gród ten obronny zwie się Ciężkowice
A w zamku mieszka rycerz znakomity.
Z obcego kraju zawitał w te strony
I gród założył i zamek zbudował,
A chociaż mlekiem włos ma pobielony,
Młodzieńczą przecie czerstwość sił zachował.
Od lat niedawnych dopiero tu gości,
Lecz musiał przybyć ze skarby wielkimi,
Bo w swą posiadłość garnie włość do włości
I zawsze gotów więcej nabyć ziemi.
Chociaż majątek zgarnął okazały,
To przecież smutek sępi stare czoło,
Bo cudze mienie z tamtej strony Białej
Obszernych włości przerzyna mu koło.
Na próżno gońców wysyła na zwiady,
Za jaką cenę mógłby Kąśną zgodzić
Daremny zachód – bo w żadne układy
Rycerz z Rożnowa nie chce z nim wchodzić.
Dlatego nieraz, gdy w dzień biały konno
Obcy nasz rycerz próg zamku przechodzi
I splata smutnie na piersiach ramiona
I wzrok posępny ku Kąśnej zawodzi.
Raz, gdy tak duma – coś zatętni z dala
I tuman kurzu od Kąśnej się toczy
A wśród kurzawy jeździec cały w stali
Pędzi na zamek, co rumak wyskoczy.
I na dziedziniec wpada bez tchu prawie
I skacze z konia i schyla przyłbicę,
A rycerz widzi w pokornej postawie
Przed sobą wielkiej urody dziewicę.
„Dzięki Ci Władco Wszechmogący świata”
Woła dziewica głosem niewinności –
„Żeś mnie wybawił z rąk mojego kata”
„I skrył pod tarczę polskiej gościnności”.
„Z objęć rodziców, z cichego ustronia”
„Wyrwał mię rycerz z Rożnowa nikczemnie”
„A kiedy nie mógł wydrzeć kwiatu życia”
„Dręczył okrutnie – by zgiąć upór we mnie”.
„Bóg się zlitował nad losem sieroty”
„ I nie dozwolił upaść niewinności”
„Dziś już bezpieczną jestem od sromoty”
„Kiedym pod strażą polskiej gościnności”.
Rycerz z stron obcych spojrzał litościwie
I podniósł z ziemi klęczącą dziewicę
I ostrym kordem wstrząsnąwszy gniewliwie,
Jak do przysięgi wyciągnął prawicę.
Wtem coś zatętni i zabrzęknie w dali
I tuman kurzu od Kąśny się toczy
A wśród kurzawy jeździec cały w stali
Pędzi na zamek, co rumak wyskoczy.
I na dziedziniec wpada bez tchu prawie
I skacze z konia i o kord uderza
A pan Ciężkowic w zuchwałej postawie
Widzi przed sobą z Rożnowa rycerza.
„Ha! – tutaj zbiegłaś? – tu twoje schronienie?”
Zuchwały Rożen z wściekłością zawoła:
„Zwróć ją natychmiast, inaczej twe ziemie”
„Ogniem i mieczem spustoszę dokoła!”
Na to sędziwy rycerz wstrząsł się cały,
Jak lew zraniony, gdy wściekłość nim miota,
Usta mu groźbą straszliwą zadrgały
I silną dłonią chęć zemsty szamota.
Co widząc Rożen inną broń obiera,
W miłą łagodność przystraja swe lice
I ślady gniewu uśmiechem zaciera
I przyjacielską podaje prawicę:
„Rycerzu! przebacz! Wielu słów tu szkoda”.
„Puśćmy w niepamięć porywczości winę”
„Uderz w dłoń moją, niechaj stanie zgoda”
„Daje ci Kąśną w zamian za dziewczynę!”
Tu obcy rycerz spojrzał na dziewicę,
Lecz go jej prośba już ująć nie zdoła
Bo dłoń podniósłszy w podaną prawicę
Uderza silnie i „Zgoda” – zawoła.
„Zgoda!” – gdy rycerz powtórzył z Rożnowa
Dziewica z jękiem boleści skonała
I naraz cisza nastała grobowa
I dwóch rycerzy skamieniały ciała.
Bóg skarał głośno prawo gościnności
Bo gdzie się wznosił zamek okazały
I gród stał – dzisiaj w olbrzymiej wielkości
W dziwacznych kształtach sterczą nagie skały.


Legenda o „Pustelniku z chatki” i pierniku ciężkowickim

Po tym, jak gród Cieszki został zamieniony w kamień, wędrowcom, kupcom z południa i nowym osadnikom o tym zdarzeniu opowiadał jedyny ocalały – pustelnik mieszkający w chatce nad Lisim Wąwozem. Upominał wszystkich wskazując skamieniałą basztę jako przestrogę. Ponadto żarliwą modlitwą i częstym postem wyjednywał przebaczenie dla świata. Na każdy piątek złożył ślub zupełnego powstrzymania się od jedzenia, ślub milczenia oraz całodniowego trwania w modlitwie.

Właśnie w ten dzień tygodnia jego chatę odwiedzał szczególny gość – czart, który nigdy nie pogodził się z tym, że pustelnik, jako sprawiedliwy, nie został zamieniony w kamień. Diabeł wpadał w coraz większą wściekłość, kiedy jego kolejne pokusy nie przynosiły rezultatu. Najpierw pod pustelnię przywiódł piękną dziewczynę, która śpiewem miała oderwać pustelnika od klęczącej postawy. Gdy to się nie udało, rozsypywał złote monety wokół chaty duchownego, aby skusić go bogactwem. Bez efektu. Zdesperowany diabeł ukazywał mu się w oknie trzymając mitrę biskupią, obiecując zaszczyty i karierę kościelną.

Tak działo się do momentu, kiedy sprytny czart nie odkrył, że jedyną słabością pustelnika było jedzenie, a szczególnie słodkości. Przygotował więc diabeł pokusę – duży kosz pierników. Tym bardziej szczególnych, że wielkich jak dłoń dorosłego mężczyzny. Kiedy pustelnik poczuł ten kuszący zapach, przerwał modlitwę i wyszedł
z chatki w poszukiwaniu źródła tej cudownej woni. Jednak kiedy odnalazł koszyk
z piernikami, cisnął całą jego zawartość w krzak róży. Diabeł nie wytrzymał tej porażki i zaczął z wściekłością deptać pierniki wraz z kwiatami róży.

Po tym zajściu pustelnik podniósł kawałek ciasta z rozgniecionymi płatkami,
a zapach piernika z dżemem różanym zawładnął nim zupełnie i zjadł łamiąc śluby postu. Za to on i jego pustelnia zamienieni zostali w skałę.

Jedna z wersji tej legendy mówi, że przybył wtedy anioł, który uwolnił pustelnika
z kamiennego więzienia, zamieniając go w nietoperza, tak, aby mógł wyfrunąć skalną szczeliną.
Źródło legendy o pustelniku: www.piernikciezkowicki.pl

Zwiedzanie Skamieniałego Miasta z rycerzem Cieszko.
Opracowała Karolina Bąk, pomysł Piotr Firlej

Witaj!
Jestem Cieszko z Ciężkowic. To ja to miasto założyłem, to na moją pamiątkę tak się nazywa, to ja byłem wielkim władcą wspaniałego grodu! No tak… tak było… ale jak widać już tak nie jest. Rozejrzyj się dookoła. Co widzisz? Wszędzie tylko drzewa, kamienie, skały. Nie ukrywam, że to trochę moja wina… no ale przecież…!
Jesteś ciekawy co tu się stało? Zapraszam Cię na wycieczkę z najlepszym przewodnikiem (ze mną oczywiście) a dowiesz co tu wydarzyło się naprawdę…

Stoisz przed wejściem, czytasz napis: „Skamieniałe Miasto” i zastanawiasz się o co chodzi. Może myślałeś, że zobaczysz ulice z kamienia, z kamienia bloki czy sklepy? A tu las i skały. Ale proszę Cię, abyś na chwilę zamknął oczy. Wyobraź sobie wielki gród, w centrum którego stoi wspaniały zamek (mój oczywiście). Dookoła domki z kolorowymi firankami w oknach, z których wydobywa się zapach świeżego chleba. Między domkami biegają dzieci, a na wielkim placu słychać tylko głosy przekupek i kupców zachwalających swoje towary. Cały gród otoczony murem ze strażnicami, na których stoją dzielni rycerze broniący dostępu do miasta. Tak było i ja jestem tego świadkiem. Pewne wydarzenie jednak wszystko zmieniło i całe miasto zamieniło się w kamień. Historię opowiem później, natomiast teraz chodź ze mną! Oprowadzę Cię po moim pięknym mieście!
Hej, tylko otwórz oczy z powrotem, bo potkniesz się o kamień!

Skała, przed którą teraz stoisz nazywa się Grunwald. Jest najwyższa w całym rezerwacie, jej wysokość to aż 17 metrów, czyli mniej więcej tyle, ile ma pięciopiętrowy blok. Po lewej stronie widać dwa krzyże, nawiązujące do wielkiej bitwy, która miała miejsce w 1410 r., a na skale jest tablica. Ufundował ją Ignacy Jan Paderewski – pianista, kompozytor, polityk, który mieszkał w niedalekiej Kąśnej Dolnej. Wielki i znany człowiek… choć może nie aż tak wielki jak ja…
A teraz uwaga, zadanie tylko dla odważnych! Widzisz w skale szczelinę? Wejdź tam! Według legendy szczelina otwiera się raz do roku. Schowane są w niej wielkie skarby z mojego skarbca. Jednak kiedy ktoś chce je sobie przywłaszczyć szczelina zamyka się a zuchwalec zostaje w niej za zawsze. Nikt nigdy nie ukradnie mojego bogactwa! Z tego powodu miejscowa ludność wcześniej nazywała tą skałę piekłem. Chcesz stąd wyjść? Znajdź w ciemności drugie wyjście i przeciśnij się przez szczelinę.

Wyszedłeś kładką na skałę a skały nie ma? To znaczy, że jesteś na wychodni skalnej w kształcie ambony. Uważaj więc, żebyś nie spadł i nie wychylaj się za barierki! Jej nazwa to Ratusz. Moje miasto było nowoczesne więc rada miejska funkcjonowała tu już od dawna. Niestety jednak, nie interesowali się losami miasta. Woleli spędzać czas na ucztach i balach. Łobuzy, nawet mnie nie zapraszali! Pili tylko wino ze złotych, wysokich kielichów. Zostali więc ukarani. Ratusz zamienił się w kamień, wino w kielichach w piasek, a oni w wielkim pragnieniu zostali uwięzieni. I będą tam siedzieć, dopóki woda z rzeki nie napełni z powrotem ich kielichów…
Popatrz przed siebie. Ta rzeka w dole to Biała, a te ziemie za rzeką za moich czasów należały do potężnego i okrutnego rycerza Rożena. Co to był za człowiek… gdyby nie on i jego podstęp to… Ale cii! Obiecałem że najciekawszą część historii zostawię na koniec. Chodźmy więc dalej.

Tu nie jest potrzebna wielka wyobraźnia. Jak na dłoni widać wielki nos, wystający podbródek i srogie spojrzenie. Ale nie uciekaj, nic ci nie zrobi! Jest przecież z kamienia. Legenda powiada, że mieszkała tu kiedyś kobieta, która złorzeczyła księdzu idącemu z Komunią Świętą do chorego. Za karę została zamieniona w kamień. (No cóż, za moich czasów za wiele przewinień można było się zamienić w kamień, nie było lekko.) Na podstawie kształtu, który powstał stwierdzono, że musiała to być czarownica. Potem podobno zlatywało się ich tu więcej, na słynne sabaty czarownic. Nie lubię jej za bardzo, stała się słynniejsza ode mnie! Do tej pory nie mogę zrozumieć dlaczego ona, a nie ja, jest symbolem Skamieniałego Miasta!

Chyba czas na poważniejszą wędrówkę. Zasznuruj porządnie buty, spakuj plecak i ruszaj śmiało niebieskim szlakiem przez bramę rezerwatu. Zaraz, zaraz… a pamiętałeś o butelce wody? Nie? Spokojnie, zobacz tu jest źródło. Jak możesz przeczytać, to “Dobra woda”. Jak najbardziej możesz się jej napić. Dawniej wierzono, że pomaga na oczy. Na pewno doda ci sił do wędrówki i orzeźwi podczas upału.

Widzisz ławki i chcesz odpocząć? Daj spokój, przecież jeszcze nie zdążyłeś się zmęczyć. Chociaż nie, usiądź na chwilę, a ja opowiem Ci o miejscu gdzie jesteś. Kiedy ja byłem panem na zamku, w tym miejscu nie było nic znaczącego. Po prostu duży plac. Nie pamiętam już dokładnie czy służył on jako miejsce targowe czy jako miejsce postoju dla dorożek. Kiedy świeża trawa i drzewa zastąpiły miejsce po moim grodzie ten teren bardzo spodobał się harcerzom. Rozbijali tu namioty, organizowali obozy, śpiewali, biegali po lesie bawiąc się w podchody. Hałasowali przy tym niemiłosiernie, zakłócając mi spokój! Zapisali się jednak w historii dość znacznie, ponieważ miejsce to nazywane jest Wąwozem Harcerzy. Eh… zamiast nazwać je Wąwozem Cieszka… ładniej, nieprawdaż?
Zgłodniałeś i masz ochotę na kiełbaskę z ogniska? Pamiętaj, że to jedyne miejsce w rezerwacie, gdzie możesz je rozpalić!

Jedna duża skała przed Tobą, a tam w oddali druga. Obie wysokie, monumentalne. W ciemności można by się nawet ich przestraszyć! I o to chodziło. Warownia Dolna i Warownia Górna to dawne wieże strażnicze strzegące dostępu do grodu. Jak się przyjrzysz to będziesz mógł zobaczyć nawet okrągłe okienka. A teraz spróbuj przez chwilę nic nie mówić i wsłuchaj się w ciszę. Czy słyszysz chrapanie? To moi dawni rycerze. Zostali uwięzieni w tych skałach. Siedzą tam już dosyć długo, posnęli więc – cóż innego mieli do roboty. Mam nadzieję, że na służbie nigdy im się to nie zdarzyło! Chociaż… zaraz… kto właściwie wpuścił tego podstępnego Rożena do mojego grodu!?

Teraz czeka Cię parę minut spaceru i trochę podejścia do góry. Po prawej i lewej stronie czasem będziesz mógł zobaczyć różne skały. Nie wszystkie one mają swoje nazwy. A może chcesz się trochę pobawić i wymyślić nazwy dla tych skał. Co Ci one przypominają?

A teraz stop! Przypatrz się uważnie skale która stoi przed Tobą. Głowa, dziób, zwinięte skrzydła… wypisz – wymaluj orzeł! Nad moim grodem często latały orły, to był piękny widok… Pewnie jeden przysiadł tu w tym feralnym dniu i spotkał go los całego miasta.

Na lewo od orła widać trzy połączone ze sobą skały. Na dole węższe, na górze szersze… wyglądają jak grzyby i taką też dostały nazwę – to są pieczarki.

Przed Tobą kolejna szczelina. Tym razem dość mała, ale jednak tędy prowadzi szlak i trzeba się przecisnąć. Zobacz do tyłu. Gdzie się podział Orzeł i Pieczarki, z tej strony skały mają całkiem inne kształty! A teraz spójrz w prawo w dół. Ta skała ma całkiem dogodny kształt, żeby na niej usiąść. Wygodnie? No właśnie nie! Niektórzy złośliwcy mówią, że to kanapa z moich komnat, że byłem zbyt skąpy, żeby dla moich gości udostępnić wygodne kanapy. A to nieprawda! Moi goście zawsze mogli wygodnie odpocząć. Poczuj się więc jak gość na moim dworze i odpocznij przed dalszą wędrówką.
Inni mówią, że ta skała to pianino – pianino słynnego pianisty Ignacego Jana Paderewskiego. Możesz również spróbować zagrać. Jak Ci idzie?

Wchodzimy teraz w jedno z największych nagromadzeń skał. Pamiętam to miejsce, tu zawsze było tłoczno. Dużo ulic, domów, sklepów i innych budynków. Po kształtach można rozpoznać, czym zajmowali się mieszkańcy. Jeden zapewne był hodowcą żółwi, inny wytwarzał flakony… a jeden musiał chyba zajmować się jakimiś ciemnymi sprawami. Zobacz na nazwę skały – piekło. Taka nazwa wzięła się od koloru skały, który miejscowym ludziom (tym, którzy żyli parę wieków po mnie) kojarzył się z siarką wydobywającą się z czeluści piekielnych. Ile w tym prawdy – nie wiem. Wiem jednak, że kiedyś podsłuchałem tutaj rozmowę geologów, którzy mówili coś o jakiś związkach żelaza. Ale ja im do końca nie wierzę – moja żelazna zbroja była srebrna a nie czerwona!

Chodźmy może dalej. Wchodzimy teraz do tajemniczego miejsca zwanego krainą Borsuka… norą Borsuka… a może po prostu Grupą Borsuka? Jest też i Borsuk, ale on czeka na Ciebie na samej górze. Zaraz, zaraz! Nie tędy! Do nory wchodzi się przez dziurę. Znajdź ją i przejdź.

Opowiem Ci teraz o jednym rycerzu z mojego grodu. Mówili o nim, że był bardzo chciwy i bardzo skąpy. Prawie jak ja. Yyyy.. wróćmy do rycerza. Pewnego dnia znalazł on wielki skarb, którym nie miał zamiaru się z nikim dzielić. Utaił to nawet przede mną – swoim panem! Schował go więc w norze borsuka i czuwał nad nim w dzień i w noc. Nie jadł, nie pił tylko pilnował skarbu. Umarł z głodu, pragnienia i na koniec jeszcze zamienił się w skałę podobną do borsuka. A gdzie jest skarb? Został pod ziemią. Tupnij nogą – słyszysz jak dudni? Tylko żeby Ci nie przyszło do głowy przyjechać tu kiedyś z ciężkim sprzętem. Pamiętaj, że to rezerwat przyrody… a poza tym to moja ziemia!

Czas ruszać w drogę. Popatrz, zmienił się krajobraz. Pod nogami czuć piasek i tak jakoś gorąco się zrobiło… jak na pustyni. A teraz spójrz przed siebie – piramidy! Dziwisz się, skąd się tu wzięły? A jak myślisz że skąd Egipcjanie mieli pomysł na swoje? No właśnie stąd! Do dziś żałuję, że im pozwoliłem zaczerpnąć pomysł. Egipskie, stały się słynniejsze niż moje!

Kilka schodków pokonanych i wychodzimy znów na prostą ścieżkę. Kolejna skała stoi trochę na uboczu, w odosobnieniu. Nazywa się Pustelnia, bo właśnie w niej mieszkał pustelnik. To był dobry człowiek, często przychodziłem tu do niego porozmawiać i poprosić o radę. Żałuję, że nie zrobiłem tego w tym dniu… ale wtedy wszystko działo się tak szybko. On jedyny przeżył i to on przekazywał potomnym pamięć o tym pięknym grodzie… Tak się jakoś smutno zrobiło. Może odpoczniemy teraz chwilę? Po lewej stronie ścieżki jest specjalnie ku temu przygotowana wiata.

Teraz czas na poważniejszą wspinaczkę. Już za niedługo zdobędziemy najwyższe wzniesienie w Skamieniałym Mieście!
Idąc ścieżką za wiatą, uważaj na znaki. Nie przegap ostrego skrętu w prawo. Na szczycie wzniesienia znajduje się blok skalny, który nazywa się Basztą Paderewskiego. Kiedyś była to jedna z baszt w murach mojego grodu. Położona w miejscu bardzo widokowym (wtedy jeszcze nie było tych drzew dookoła), bardzo dobrze pełniła swoją funkcję obserwacyjną. Później to miejsce upodobał sobie Ignacy Jan Paderewski. Lubił tu przychodzić i patrzeć na swoje włości. I niestety od niego (a nie ode mnie) baszta wzięła swoje imię… “Baszta Cieszka” – nie ładniej?

O kolejnej skale mówią, że z każdej strony wygląda inaczej i z każdej strony coś innego przypomina. Po prostu wszystkich okłamuje i cygani… i dlatego dostała nazwę: Cyganka!

Pamiętasz, jak nazywały się formy skalne, które na dole były węższe a na górze szersze? Przypominają one trochę grzyby – wąska noga i szeroki kapelusz. Czy ta skała nie przypomina Ci przypadkiem takiego grzyba? Dokładnie, i tak też się po prostu nazywa. To Grzybek. Oj… zgłodniałem trochę… ale bym zjadł zupę grzybową.

Wychodzimy teraz na łąkę. Spójrz w prawo – jeżeli jesteś wystarczająco duży i trawa nie jest zbyt wysoka zobaczysz piękną panoramę. Czasem, kiedy jest bardzo dobra widoczność można stąd zobaczyć nawet Tatry! Jak bardzo chciałbym żeby te wszystkie ziemie były moje… Chciałbym je MIEĆ, POSIADAĆ!
Nie, nie, nie. Już raz takie pragnienia mnie zgubiły. Zapomnijmy o tym. Chodźmy dalej.

Przed Tobą w lesie, znajduje się najwyższy punkt w Skamieniałym Mieście – Skała, o wysokości 367 m n.p.m. Gdyby tu było morze, miałbyś do niego w dół 367 m, a że morza nie ma, to góra nie wydaje się tak wysoka. W tym najwyższym punkcie stał mój wspaniały zamek. Ogromy! Z wieloma wieżami, z pięknymi komnatami, z dużą ilością służby! A jakie uczty i bale się to odbywały! A na te bale przyjeżdżały piękne niewiasty… ale nie tak piękne jak ta jedyna… Nie została po nim żadna pamiątka. Jak całe miasto zamieniło się w kamień tak on po prostu zniknął.

Trochę niżej znajduje się ostatnia skała w tej części Skamieniałego Miasta. Na górze skały można dojrzeć krzyż i taka też jest jej nazwa – Skała z Krzyżem. Tutaj, w moim mieście stał kościół. Każdy ma jakieś wady. Ksiądz w moim grodzie bardzo lubił grać w karty. Raz grał z samym diabłem. Pewny wygranej zastawił kościół ale niestety przegrał i diabeł ów zamienił kościół w skałę. Ostał się tylko Krzyż.

Teraz będzie trochę z górki. Tylko nie rozpędzaj się za bardzo bo niżej jest droga! Przejdź na drugą stronę i usiądź na ławeczce. Chyba nadszedł moment, abym opowiedział Ci w końcu jak to się stało, że Moje Miasto stało się Skamieniałym Miastem.

*Jeżeli uważnie mnie słuchałeś podczas całej drogi to dużo już wiesz. Nie byłbym sobą, gdybym powiedział Ci wszystko wprost. Opowiem Ci historię, ale będziesz musiał pomóc mi w uzupełnieniu brakujących wiadomości

W miejscu Cieżkowic, lat temu parę
Było wielkie miasto, bardzo wspaniałe.
Panem w tym mieście, bardzo wspaniałym
Był rycerz Cieszko ni duży, ni mały…
Lecz bardzo, bardzo chciwy był czasem
I to sprawiło, że był głuptasem ;P

To był piękny słoneczny dzień. Nic nie zapowiadało wielkiej tragedii. Jak co dzień, na swym pięknym, białym wierzchowcu udałem się na wzgórze, aby stamtąd popatrzeć na moje ziemie. Posiadałem naprawdę duże włości, jak okiem sięgnąć na północ, na południe, na wschód wszystko było moje. Poza jednym małym fragmentem na zachodzie. Pola za rzeką Białą, tam gdzie teraz jest Kąśna Dolna, należały cały czas do rycerza Rożena z Rożnowa. Potężny to był rycerz, bardzo uparty i okrutny. Ile ja z nim pertraktowałem, ile mu obiecywałem za Kąśną! Walczyłem zawzięcie, bo to ujma w honorze, żeby tak mały fragment w tak bliskim sąsiedztwie, gdzie wszystko było moje, nie był mój! Ale Rożen był uparty, nie chciał ze mną wchodzić w żadne układy, nic nie było w stanie go przekonać do sprzedaży tych ziem. Chyba wiedział, jak bardzo mi na tym zależy.
Tego dnia również spojrzałem ze smutkiem na zachód, marzyłem jak cudownie byłoby mieć te ziemie, byłbym wtedy jeszcze potężniejszym władcą!

Nagle w niebo wzbiło się stado czarnych kruków i przeleciało nad moją głową. Pomyślałam – to musi zwiastować jakieś nieszczęście. Wtedy też zobaczyłem, że od strony Kąśnej zbliża się ku mojemu grodowi, w tumanach kurzu, jeździec. Czym prędzej wróciłem na dziedziniec, czekając co będzie się dalej działo. Jeździec wpadł z pędem przez bramę i zatrzymał konia. Podniósł rękę, by schylić przyłbicę. Ten moment oczekiwania będę pamiętał… pamiętałem… przez całe życie.